Od barmanki do nauczycielki- o wyzwaniach, radościach i smutkach zwykłej emigrantki.
RSS
wtorek, 30 maja 2006
o drogim szefie-fotoreportaz ;)

Szefów mam kilku, dokładnie pięciu, ale to o tym głównym cwaniaku teraz będzie. Szef jak szef, nigdy nie będzie do absolutnie idealny. Na dodatek ostatnio zadziałał mi na nerwa, przyprawił o ból brzucha i wpędził w kilkudniową depresję, nie zezwalając mi na urlop w moim wymarzonym terminie. Więc postaniowiłam obsmarować go sobie, tak dla lepszego samopoczucia.

 MA ŚWIRA na punkcie czystości, kolektywnego sprzątania, masowych porzadków i .... wywieszania tysięcy karteczek skierowanych do całego stafu. Karteczki zawierają zwykle jakąś informację, wskazówkę, bądź polecenie, ale najczęsciej jest to po prostu zwykły opierdol ;)

kilka przykładów

1. Toaleta

2. Staffroom

uff od razu jakoś lżej na duszy :)

13:30, idenapiwo
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 29 maja 2006
fajki i wódka

ratunku...

Zostały mi 2 , słownie dwa papierosy z całego błękitnego kartonu łestów ajs, przesmuglowanego z Polski...i znowu czeka mnie nabywanie marlboro za 5,50 (nie złotych, ooo nie, nie), ewentualnie 'dziesiątek' za pół ceny. Dziesiątki, czy też 'tens' kojarzą mi się, proszę ja Ciebie, z trudnymi początkami, okresem raczkowania w Londynie, kiedy wydawałam  pieniądze przywiezione z Polski, jednoczesnie nie zarabiając jeszcze funtów. Dziesiątki były tanie, te dwa funty z kawałkiem zawsze gdzieś się wynalazło, pożyczyło, miały tylko jedną potężną wadę: było ich mało. Jeszcze człowiek dobrze tej paczki nie zaczął a już ją skończył. Irytujące. muszę coś wymyśleć...

wczoraj w końcu, rozszedł się prezent. mój- dla współpracowników, oryginalnością i wyszukaniem w tej sytuacji nie błysnęłam co prawda, ale sądzę, że butelka wódki to szlachetny produkt, niezmiernie uniwersalny o szerokim zastosowaniu. Każdy więc miał się poczęstować, co najmniej jednym 'szotem' -kieliszkiem, niektórzy podobnież spożywali szoty prosto z butelki, i nie byli to Polacy. Nie dam sobie jednak ręki uciąć , nie wiem, nie byłam tam później, bo akurat musiałam być gdzie indziej.  W każdym razie za barem niespotykany entuzjazm oni się cieszyli, ja się cieszyłam, że się cieszyli, i w-ogóle-generalnie-na-koniec-reasumując cytatem z kabaretu mumio: szaleństwo! kocham cie!

Ach. Zaraz po powrocie miałam szukać nowej, wspaniałej, ambitnej pracy swoich marzen, tak na marginesie: poszukiwan jeszcze nie zainaugurowano. Żyję z dnia na dzień, nie planując nic i nie wiem czy tak powinno być czy wręcz odwrotnie....

15:05, idenapiwo
Link Komentarze (4) »
sobota, 27 maja 2006
dzień matki. na smutno.

Po pierwsze dzień matki na tej dziwnej wyspie był 2 miesiące temu...a mówiłam już chyba że ten kraj nie całkiem normalny.

 I raz tylko tęskniłam za Polską BARDZIEJ niż wczoraj-  mianowicie w Swięta Bożego Narodzenia. Gdzieś w przerwie między nalewaniem dżona smisa wykonałam jakąś nędzną rozmowę, życząc mamie wszystkiego dobrego i zdrowia przede wszystkim  i jeszcze raz pieniędzy, tylko szybko, szybko bo drogo, i zapłacisz córcia.

Jakies półgodziny później, paliłam papierosa na nielegalnej przerwie, na którą sama siebie wysłałam, ze łzami w oczach.... dlaczego? Otóż mój wymarzony lipcowy wyjazd- niespodzianka prawdopodobnie się nie odbędzie a już na pewno nie w planowanym terminie. Tak zarządził szef, stwierdzając nadmiar chętnych na urlopy w lipcu. To moge jechać czy nie? - pytam. Rather not- odparł menadżer, aż coś mnie zakuło w sercu i strzyknęło w biodrze...

ja się chyba  na tę emigrację nie nadaję..

Powinnam teraz spokojnie usiąść i rozważnie przebukować bilet, na whenever, ale, ale...ojejś!  przypomniałam sobie! muszę iść do pracy na 13 godzin...

miłego łikendu

11:23, idenapiwo
Link Komentarze (3) »
piątek, 26 maja 2006
niechęć do wina niepokojąco nie zanika ;)

Zadzwoniła P, co zakończyło się wizytą w pabie, kilkugodzinnych babskich pogaduchach, o tym co smuci, co cieszy, o tym co jasne i oczywiste i o przemyśleniach, do których samej przed sobą wstyd mi się przyznać... Chwilami nostalgicznie, chwilami śmiesznie..Wieczór zaliczam do nadzwyczaj udanych, szkoda tylko, że tak rzadko. Na chwilę się odnalazłam w tym obcym wielkim mieście...

Dzisiaj chyba zaszaleję i zakupię skarpeciochy

Czas mknie jak szalony, nie dzień za dniem a tydzień za tygodniem, żyję sobie z dnia na dzień, nie mając pojęcia co będzie za miesiąc, dwa, rok... chętnie zleciłabym komuś podejmowanie ważnych decyzji a sama wybyła z plecakiem, twarzą do słońca poleżeć hań na tatrzańskiej hali i mieć to wszystko w dupie, hej!

13:58, idenapiwo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 maja 2006
nadspożycie

Szumnie zapowiadana degustacja win bonusowych zakończyła się wodospadem z nosa, uczuciem bólu gardła coś jak przy próbie przełknięcia kaktusa Austrocephalocereus, gorączką chyba ze 60 celsjuszy, zatraceniem w czasie (15to godzinny sen) i przestrzeni (niewymuszone spadanie z łóżka- Newton miał racje!) i koszmarami sennymi. Boze jak dobrze, że mam wolne...

O! miała zadzwonić dawno niewidziana P, teraz już jak-boga-kocham, na sto  a nawet 200 procent, i jak zwykle nie dzwoni, i znów nie zadzwoni i zobaczymy się może i za pół roku a może już nigdy. a może ja jutro umrę? czemu z niektórymi  ni cholery, po prostu NIE DA SIĘ  umówić? Czy inni ludzie nie potrzebują innych ludzi? Nie tęsknią? Nie zastanawiają się co u tych innych słychać? Nie chcą sobie ponarzekać? Pobiadolić? Pochwalić się czymkolwiek? Popieprzyć bez sensu jakichś farmazonów? A może tak się już teraz nie robi? Może to ja jestem nienormalna jakaś, niedzisiejsza... najwidoczniej...

W każdym razie ściągnęli mi się wreszcie Henry i June i w każdym razie absolutnie nie zamierzam dzisiaj pić wina.

16:45, idenapiwo
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2