Od barmanki do nauczycielki- o wyzwaniach, radościach i smutkach zwykłej emigrantki.
RSS
piątek, 28 października 2005
wery biedna z doswiadczeniem

Londyn, dzien piaty czy tam szosty

co do poprzedniego wpisu: poprawka, nie bylam nawet w jednej dwutysiecznej miejsc, ktore mialam nawiedzic

aha i nigdzie nie przyjmá do pracy, bez TZW. doswiadczenia.

wiec ja oprocz swego nauczycielstwa, powiekszylam swoje horyzonty i tak: pracowalam w irlandzkim pabie, w kafejce z ciastkami, w sklepie ogrodniczym mojego taty  ;) , w restauracji mojej kolezanki, a i zmywak dorzucam + biegla znajomosc kasy fiskalnej w razie potrzeby

dzis zasadniczo delikatnie zasugerowalam szefowi ze nie bede zapieprzac w knajpie za minimum, i ze generalnie jestem zajebistsza od tej drugiej, ktora ze swym angielskim podaje kanapke z szynka zamiast kielbaska, i ze musze miec z czego zyc, ze kasa sie konczy, przerazilam go rozpaczliwa wizja zycia na bruku, pod schodami, grzejac rece nad ogniskiem z pudel po bidetach...  az w koncu sama w to wszystko uwierzylam, wygenerowalam nawet swieczki w oczach i glos zalamujacy sie na niskich czestotliwosciach.

przejal sie czlek, wcisnal 10 £   to tak poza wyplata ' in case you could not afford  your  ticket home...'. oz mac kurwa jaka ja biedna jestem. chcial mi pewnie zamknac dziob ale ja sie nie dam!

pozdrowienia i usciski

w niedziele wolne, huraaa!!!, pojedziemy wreszcie do centrum narobimy fot i w koncu  poodwiedzam wszystkie blo....!!

19:51, idenapiwo
Link Komentarze (5) »
środa, 26 października 2005
o pracy,wtyczkach,sraczykach

jakos nie moge sie zorientowac, w przestawieniu znakow na polskie, .. a moze sie nie da..?

niewazne

czas leci przez palce, dopiero wstalam, znowu wieczor.

pracy jeszcze nie mam, aczkolwiek jutro umowilam sie w 3 miejscach- ze niby zaczynam- yhy, i ciagle nie wiem co by tu wybrac. de czojs is jors, ktos moglby rzec, lecz ten czojs jest wery difikult. z reszty maja zadzwonic w ciagu 2 dni, a bylam dopiero moze w jednej dwudziestej miejsc, ktore chcialam nawiedzic.

z praca na poczatek- knajpy, puby, restauracje jest.... zaskakujaco. wejdziesz prosze ja Ciebie dajmy na to do pubu, powiesz- im looking for a job- nikt nie powie z wymowna mina-czego-tu-nie-widzi-ze-jem?   , ze nic z tego. zapisuja telefony, rozdaja application form. cuda niewidy.

bardzo milo jest miec kogos znajomego, kto podpowie, poinformuje, ze zeby dojechac tam i tam musze czekac na przystanku po drugiej stronie ulicy- ruch lewostronny .. ahaaaaaa. poza tym wsparcie duchowe, bratnia dusza itp itd..

poza tym mam jakies 3 wiadomosci na sekretarce i za chu chu nie wiem jak je odebrac.

z drobnych rzeczy?- o wtyczkach do kontaku chyba wiekszosc wie ze sa popierniczone. ale to nic. najpopierdoloniejsze sa spluczki- wiec dla poczatkujacych, przy defekacji, zalecam za pierwszym razem: wielki sagan z woda, bo ciezko dojsc  o co chodzi tej klamce na kiblu.

to na tyle z moich osobistych wrazen :)

20:34, idenapiwo
Link Komentarze (10) »
wtorek, 25 października 2005
we londynie

Jestesmy w Londynie. Dotarlsimy w pocie czola i strugach deszczu. Ale dumni z  siebie, bo zajechalismy na wyspy nie autokarem, nie samolotem nie bryczka jakas wypasiona a nasza stara 20 letnia poczciwa jamaha :)

Nie wiem o czym pisac, tyle wrazen, tyle nowego... przejezdzalismy przez 6 krajow.

i musze powiedziec, ze gdybym miala wziasc plecak, i ruszyc gdzies w ciemno przed siebie, pojechalabym do dojczlandu. Naprawde oszolomiona bylam ich uczynnoscia i pomoca, ktora oferowali zanim jeszcze zdazylismy o nia poprosic..

Na piwo poszlabym z kumplem Holendrem. A gdybym miala podejrzewac Antonio o skok w bok- tylko z Francuzka ;) (theoretically rzecz ujmujac ;)

Wielojezyczne potomstwo wychowalabym w Belgii, a w Anglii no coz jestem... :)

tesknie natomiast i mimo wszystko tesknic bede tylko za Polska... strasznie..

ps slyszalam ze mamy nowego prezy???  :O

13:35, idenapiwo
Link Komentarze (13) »
piątek, 21 października 2005
jedziemy

no to jedziemy

i nie wiem co tu jeszcze...

trochę nie dowierzam, że to już ostatnia kawa w domu, że ostatni raz kochany kocur mój puchaty pcha się na kolana, że mamy i taty nie zobaczę przez niewiemjakdługo, że ostatnie kliki przy tym biurku itp...

a jak zaczynam to sobie uświadamiać, chce mi się ryczeć, no bosko po prostu.

pierwszy przystanek: Zgorzelec

no to tyle

aha i co złego to nie ja!

ps. ogromne dzieki za pomoc przy pakowaniu!!

07:42, idenapiwo
Link Komentarze (8) »
czwartek, 20 października 2005
pomożecie?

Jedziemy jutro na ten cały pozal sie boze zachód, się zastanawiam co spakować.

właściwie to oprócz ciuchów, pożywienia  itp itd co zwykle się pakuje jadąc gdzieś "na zawsze"?

albo przynajmniej na 'nie wiem kiedy wrócę' ?

z długiej listy jaką wyrecytowała mi mQ pamiętam tylko tampony i podpaski :)

pomożecie?

11:54, idenapiwo
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4